Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kota. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 stycznia 2014

Całoroczny kesämökki

Do Iitti mieliśmy jechać w zeszłą sobotę, ale zdecydowaliśmy się przełożyć wyprawę o tydzień. Aby spędzić w kesämökki pełne dwa dni, wyruszyliśmy już w piątek po pracy. Na miejsce dotarliśmy przed 22:00. Nie mieliśmy żadnych konkretnych planów. Chcieliśmy po prostu zrelaksować się, wypocząć i pobyć trochę na łonie natury. :)



W sobotę z samego rana Jukka napełnił karmniki, bo głodne ptaszki wyjadły wszystko. :)  Oprócz powszechnych sikorek bogatek z naszej gościny korzystały tym razem także sikorki modraszki, czarnogłówki, czubatki, a nawet dzięcioł. :)



W sobotę i niedzielę pochodziliśmy kilka godzin po lesie. Padał śnieg, ale było jedynie kilka stopni poniżej zera - można więc powiedzieć, że mieliśmy stosunkowo ciepły weekend. :)



Jukka drąży dziurę, żeby sprawdzić grubość lodu na jeziorze. W tym miejscu wynosiła ona ok 25 cm.  Wydrążyliśmy w sumie około piętnaście mini przerębli, grubość lodu oscylowała między 20-30 cm.







Kota zimą



Przy tak intensywnym śniegu przyrodę najlepiej obserwować zza okna. :)




Obowiązkowym punktem wyjazdu był oczywiście grillowany łosoś z koty, sauna i grzanie się przy kominku. :) 



Wyjazd był naprawdę udany i już zapowiedziałam Juce, że za kilka tygodni chcę powtórkę!  






czwartek, 3 października 2013

Ekspresowe kesämökki

Rodzice dotarli do nas wczoraj około 22:00. Wcześniej spędzili kilka dni w Sztokholmie wraz z Dominiką i Kubą, którzy tak jak ja postanowili spróbować szczęścia za granicą. Decyzja o wyborze Szwecji była dość prosta, jako że Kuba został przyjęty na doktorat na Uniwersytet Karolinska, mający swoją siedzibę właśnie w Sztokholmie. Rodzice zaoferowali swą pomoc przy przeprowadzce, odwiedzając i nas przy okazji. :) Ponieważ ich planowany pobyt w Finlandii był bardzo krótki (trzy pełne dni), a my w międzyczasie mieliśmy jechać do Rovaniemi na pogrzeb Atso, chciałam wynagrodzić naszą częściową nieobecność biorąc dodatkowy dzień urlopu w pracy i organizując krótki wyjazd do kesämökki.

Wyruszyliśmy w czwartek rano. Na pobyt mieliśmy zaledwie jeden dzień, więc chcieliśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej, zwłaszcza że pogoda zapowiadała się bardzo obiecująco. I rzeczywiście – w trakcie naszego pobytu jesień była wręcz książkowa: piękne słońce odbijające się w lustrze jeziora, żółto-zielono-czerwono-brązowe krajobrazy. Słowem prawdziwa fińska ruska. Idealny moment na spędzenie czasu z naturą.

Kochająca przyrodę Mama niemalże od razu zaczęła obchód lasu, fotografując przy okazji wszystkie mniej lub bardziej niezidentyfikowane gatunki grzybów, ściółkę leśną, mech. Mi z kolei miło było zobaczyć jeszcze gdzieniegdzie rosnące pojedyncze jagody!

Tego ogromnego grzyba mama zerwała do ususzenia.

Po południu wybraliśmy się na krótki rejs po Kymijoki.



Naszą uwagę przykuła ,,sauna Hobbita'' z futurystycznymi drzwiami/oknem.

Późnym popołudniem obowiązkowy punkt każdego pobytu w Iitti: grillowany w kocie łosoś z warzywami. 



Po obiedzie zrobione przez Jukkę i świeżutko upieczone korvapuusti. Zwieńczeniem dnia była oczywiście sauna. Tym razem z kąpieli w jeziorze korzystał tylko Tata. :)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Długi weekend

Dziś wczesna pobudka i podróż do domku letniskowego, w którym mieliśmy spędzić długi weekend wspólnie z kilkorgiem znajomych. Zanim jednak ruszyliśmy w drogę, czekała mnie nieoczekiwana wizyta u dentysty. Dzień wcześniej w trakcie jedzenia żelek ukruszył mi się ząb. Ponieważ miało to być moje pierwsze doświadczenie z tutejszą publiczną służbą zdrowia (i pierwsze z fińskim dentystą w ogóle), nastawiłam się na nieprzyjemnego lekarza traktującego mnie jak intruza. Przeżyłam szok, gdy pan dentysta przedstawił się z imienia/nazwiska, podał rękę na przywitanie, oraz przez całą wizytę był bardzo uprzejmy i miły. Cierpliwie wszystko wyjaśniał. W dodatku chwalił nie tylko moje zęby, ale i znajomość fińskiego. :) W prywatnych gabinetach dentystycznych w Polsce nie traktowano mnie tak serdecznie jak tu!


Po zrobieniu zakupów ruszyliśmy w trasę. W Iitti, niewielkiej miejscowości położonej około 50 kilometrów od Lahti, byliśmy po godzinie 15:00.  


Dom letniskowy (fiń. Kesämökki) został wybudowany przez Jukki tatę w zasadznie niemalże od początku do końca. Tata z zawodu jest inżynierem budowlanym i po przejściu na emeryturę hobbistycznie zajmuje się... budowaniem domów. :P Ponieważ robi to z czystej przyjemności, nie ma żadnej presji czasowej. Z tego też powodu budowa wspomnianego domu trwa już od mniej więcej dwóch lat. Wciąż pozostało sporo do zrobienia, choć są to raczej detale dotyczące bardziej kwestii estetycznych. W budynku jest bieżąca woda, ogrzewanie, a nawet internet (choć dosyć często zawodzi połączenie).



Na dole znajduje się salon z kominkiem, aneks kuchenny i część jadalna, z której rozpościera się przepiękny widok na jezioro położone tuż u podnóża domu. Oprócz tego jest łazienka, sypialna i jeszcze jedno pomieszczenie, które docelowo będzie drugą sypialnią. Piętro to otwarta przestrzeń, która spokojnie pomieści 5-6 osób.


Z salonu wychodzi się na taras, który jest chyba moją ulubioną częścią domu. Bardzo przypadło mi w tym roku siedzenie na nim i czytanie książek, albo obserwowanie kaczek pływających po ,,naszym'' jeziorze. Piszę to w cudzysłowie, ponieważ w Finlandii nie można kupować na własność wód. To oznacza, że mimo iż jezioro jest na prywatnej działce, to teoretycznie każdy ma prawo się w nim wykąpać, łowić ryby itd. W praktyce jednak ja nigdy nikogo obcego nie widziałam. Zapewne dlatego, że tu takich wodnych punktów są tysiące. :)


Domek wyglądający jak chatka muminka to fińska kota, w środku której znajdują się ławki i grill. Osobiście uwielbiam przyrządzanego tu łososia i warzywa.


Nieco niżej znajduje się mały, jednopokojowy domek z tradycyjną sauną. Nie jestem wielką miłośniczką tego fińskiego wynalazku, ale ,,nasza'' sauna ogrzewana jest drewnem a nie elektrycznie, co znacząco wpływa na wilgoć i lepszą cyrkulację powietrza. W tych elektrycznych na przykład bardzo szybko jest mi zbyt gorąco a moje ciało, mimo że suche, robi się natychmiast zaróżowione. W drewnianej natomiast oddycha się dużo łatwiej, ciepłe powietrze nie parzy skóry, ale za to pot spływa z ciała strumieniami. :) W międzyczasie można lekko ,,pobiczować,, się wiązką świeżo zerwanych gałązek brzozy (zwanych w zachodniej części Finlandii Vasta, lub Vihta we wschodniej części) , co sprzyja krążeniu i rozprzestrzenia ładny zapach w saunie.


Po wyjściu z sauny zazwyczaj siadamy na 5-15 minut przy stole, rozmawiamy, pijemy cidery/piwo/wodę. Nie zaleca się wskakiwania do wody bezpośrednio po wyjściu z sauny w celu uniknięcia ewentualnego szoku termicznego. Kąpiel obowiązkowo ,,na golasa'' i z powrotem do sauny. I tak powtarzamy ten rytuał w zależności od potrzeb.:) My dorzucamy jeszcze wieczorne pieczenie kiełbasek w kocie. :) Tak też minął nam pierwszy dzień. Jutro mieli dojechać do nas goście: Anna&Jaako, Maija&Antti oraz Atso.