sobota, 31 sierpnia 2013

Małe - wielkie przyjemności

W ciągu dnia urządziliśmy sobie kilkugodzinny rejs po Kymijoki. Z początku planowałam ponownie wypróbować narty wodne, ale niższa niż ostatnio temperatura wody i powietrza skutecznie mnie do tego zniechęciła. Nawet możliwość założenia podwójnej pianki nie była w stanie mnie przekonać:)





Skałki przy Kymijoki - wyzwanie dla wspinaczy

Po powrocie zabraliśmy się za przygotowanie i następnie konsumpcję obiadu. Tradycyjnie w Iitti jemy łososia i warzywa ugrillowane w kocie.  

Cisza absolutna, proste jedzenie i wino. Trwaj chwilo, jesteś piękna!


Wieczorem oczywiście sauna. W przeciwieństwie do piątku, dziś darowałam sobie kąpiel w jeziorze (znowu ta zimna woda :P). Około godziny 21:00 ruszyliśmy w drogę powrotną do Espoo. Na Jukkę czekał jutrzejszy 140-kilometrowy Tour de Helsinki, dlatego też tym razem w Iitti spędziliśmy jedynie dwa wieczory i jeden dzień. Ale za to jaki!







piątek, 30 sierpnia 2013

Zwiedzanie stolicy Finlandii rozpoczęłyśmy od Temppelin kirkko (Lutherinkatu 3), czyli stosunkowo słynnego ,,Kościoła w Skale''. Nie jestem fanką kościołów w ogóle, ale naprawdę cenię te protestanckie za minimalizm i skromność. Symbole wiary są w nich zawsze bardzo dyskretne i nie biją po oczach z każdej strony. 

Temppelin kirkko

Najpopularniejszy klub jazzowy w Helsinkach - Storyville

Spacerując doszłyśmy do Hakaniemen Kauppahalli (Hämeentie 1a). W wybudowanej w 1914 roku Hali Targowej można zakupić oraz skosztować wielu potraw i przysmaków kuchni fińskiej, a także nabyć różnego rodzaju krajowe rękodzieła.

Okolice Hakaniemi. Niestety zapomniałam sfotografować samą halę...

Po drodze wstąpiłyśmy na moment do Kaisaniemen Puutarha (Ogrodu Botanicznego Kaisaniemi, Unioninkatu 44). Płatną oranżerię darowałyśmy sobie.




Dalej podążyłyśmy w stronę najbardziej charakterystycznego budynku Helsinek – Helsingin tuomiokirkko. 

Słynna Katedra znajduje się na Senaatintori (Placu Senackim), a schody do niej prowadzące szczególnie w godzinach popołudniowych przyciągają nie mniej ludzi niż jej wnętrza. :)




Kilkaset metrów dalej znajdował się już najpopularniejszy w Helsinkach rynek – Kauppatori. Po przejściu go wzdłuż i wszerz skierowałyśmy swoje kroki ku ulicy Aleksanterinkatu i parkowi Esplanadi, który latem jest bardzo chętnie wybierany przez helsińczyków jako miejsce na piknik.
Przekąsiłyśmy coś niewielkiego w Kappeli (Eteläesplanadi 1) i wróciłyśmy do Espoo, gdyż po południu czekała nas jeszcze podróż do domku letniskowego w Iitti.





czwartek, 29 sierpnia 2013

Rowerem po Espoo

Zrobiłam krótszy dzień w pracy, dzięki czemu mogłam resztę dnia spędzić z Agnieszką. Było słonecznie i dość ciepło, więc zdecydowałyśmy się na wycieczkę rowerową. Agnieszka dostała mój rower miejski, a mi przypadł w udziale górski Jukki . I to właśnie był najsłabszy punkt całej wycieczki:). Dla każdej z nas ,,nowy'' środek transportu okazał się być nieco za duży, a obniżenie siodełek niestety niemożliwe. Mówi się trudno :)

Przemierzyłyśmy trasę Espoon rantaraitti z różnymi jej ,,zakamarkami''. Zajęło nam to kilka ładnych godzin i przyznam szczerze, że zmęczyły mnie nie przebyte kilometry, ale sama jazda na rowerze górskim, który w moim mniemaniu jest najmniej wygodnym rowerem świata! I mimo że obie byłyśmy zadowolone z naszej wyprawy, to jednak zgodnie przyznałyśmy, że następnego dnia pojedziemy do Helsinek już pociągiem. :)


Port w Haukilahti



środa, 28 sierpnia 2013

Goście, goście!

Dziś ponownie spędziłam parę godzin dłużej w pracy, a wieczorem pojechaliśmy odebrać mojego szanownego gościa z lotniska. :) Z Agnieszką znamy się ze studiów. Pomimo tego, że po drugim roku wyjechała do Włoch i mieszkała tam kolejne pięć lat, pozostałyśmy w ciągłym kontakcie. Udało mi się nawet dwukrotnie odwiedzić ją w Rzymie i raz w Bolonii, do której przeniosła się po paru latach życia w stolicy Włoch.
Na tę okazję Jukka przygotował swoją fenomenalną, moim zdaniem, pizzę. Aga podzieliła moją opinię, a komu jak komu, ale jej w kwestii pizzy zawierzam absolutnie. W końcu pięć lat mieszkania w ojczyźnie tego genialnego w swej prostocie ,,wynalazku'' robi swoje. :) Do kompletu oczywiście Chianti!

niedziela, 25 sierpnia 2013

Niedzielny obiad

Po powrocie z Polski czekało mnie dość pracowite półtora tygodnia. 28 sierpnia przylatywała do mnie koleżanka i z tego też powodu chciałam zrobić trochę nadgodzin w pracy, żeby w trakcie jej pobytu móc wychodzić wcześniej, a być może i wziąć sobie jakiś dzień wolny. Całą sobotę pracowałam zdalnie z domu, a w niedzielę po dłuższej przerwie odwiedziliśmy mamę Jukki mieszkającą w Järvenpää (około 40 minut drogi od nas). Tradycyjnie mama przygotowała dla nas smaczny obiad (tym razem były to domowej roboty kotlety z łososia, ziemniaki i sałatki) oraz deser (ciasto z truskawkami i kruszonką oraz tort cytrynowy). Pogoda tego dnia była wyjątkowo ładna, więc z konsumpcją słodkości przenieśliśmy się na taras. Czułam, że to już naprawdę jedne z tych ostatnich bardzo ciepłych i słonecznych dni tego lata, dlatego też chciałam posiedzieć na słońcu tak długo jak się da. :)

piątek, 16 sierpnia 2013

Pożegnanie polskiego lata


Wczoraj mieliśmy odwiedziny dziadków z Błonia. Babcia i dziadek wracali z kilkudniowych wczasów spędzonych wspólnie z babci siostrą Zosią i jej mężem Andrzejem. Spotkanie miało miejsce w Sitnie. Zjedliśmy obiad , ciasta, a później rodzice rozpalili grilla.




Dzisiaj natomiast przyjechał do Dominiki Kuba, więc tradycyjnie w godzinach popołudniowych wybraliśmy się na wieś. Chciałam skorzystać tego dnia jak najwięcej, bo był to w zasadzie mój ostatni pełen dzień pobytu w Polsce. Było tak jak miało być: wiejsko, sielsko i anielsko. Poleżeliśmy na kocu, pospaliśmy na słońcu, a późnym popołudniem wybraliśmy się na krótki spacer, podczas którego pożegnałam polskie lato.

Rżysko na polach jest dla mnie synonimem końca lata.  Zawsze wywołuje tęsknotę za latami dzieciństwa.

Deksik w poszukiwaniu polnych myszek 
Melancholia

wtorek, 13 sierpnia 2013

Wrzenie Świata

Cały wtorek spędziłyśmy z Dominiką w Warszawie. Rano miałyśmy do załatwienia kilka spraw, a później czekało nas spotkanie z moją koleżanką ze studiów - Olą. Wspólnie postanowiłyśmy przejść się do kawiarni Wrzenie Świata (ul. Gałczyńskiego 7). To szczególne miejsce, należące do Instytutu Reportażu, założone między innymi przez Wojciecha Tochmana i Mariusza Szczygła, chciałam odwiedzić już dawno. Uwielbiam miejsca z pasją i ,,przesłaniem''. We Wrzeniu Świata można oczywiście napić się kawy, przekąsić coś i zakupić literaturę faktu. Co piękne – cały dochód przekazywany jest na działalność Instytutu Reportażu. Ponadto, jako wielka miłośniczka reportaży pióra Tochmana i Szczygła miałam nadzieję, że uda mi się zobaczyć współwłaścicieli, a i być może nawet zamienić z nimi kilka słów. :)
Z Olą i Dominiką usiadłyśmy na zewnątrz, ale po jakimś czasie nieco zmarzłyśmy i przeniosłyśmy się do środka. W trakcie dołączyła do nas jeszcze jedna koleżanka ze studiów – Gosia. Klimatyczna i zaczarowana atmosfera sprzyjała wielu ciekawym rozmowom, a ja zakupiłam trzy pozycje książkowe, na które nawet dostałam jakąś zniżkę:


  1. ,,Made in Poland'' – zbiór polskich reportaży.
  2. ,,Kuin olisit kiveä syönyt'' to fiński przekład książki W. Tochmana - ,,Jakbyś kamień jadła''. Jestem przeszczęśliwa, że Dominika zauważyła tę pozycję, ponieważ bardzo zależało mi na tym, aby Jukka ją przeczytał. Niestety do tej pory nie mogłam nigdzie znaleźć fińskiej wersji.
  3. ,,Zniknąć'' – Petra Soukupová. Tę pozycję poleciła mi Dominika. Miała ją na liście lektur na studiach i przyznała, że książka robi wrażenie. Ponieważ mamy podobny gust, to zaufałam jej w pełni.


Wspólna sesja z dziewczynami:)

W pewnym momencie przyszedł również pan Szczygieł. Jako że jeden z reportaży jego autorstwa znajduje się w ,,Made in Poland'', poprosiłam go o podpisanie książki. Pan Mariusz wydawał się być bardzo sympatycznym człowiekiem. Przemiły dla wszystkich klientów, wielu pomagał w wyborze odpowiednich książek. Uśmiechnięty i serdeczny. Był nieco zdziwiony, że zdecydowałam się na zakup fińskojęzycznej pozycji, ale szybko wyjaśniłam mu moje powody. Niestety wygląda na to, że jego dzieła, mimo iż tłumaczone na kilkanaście języków, po fińsku przynajmniej w najbliższych latach się nie ukażą. Zażartowałam, że może kiedyś sama wezmę się za ich przekład. :)
Dedykacja Mariusza Szczygła dla mnie i Dominiki. Pan Mariusz zapomniał się i wpisał wczorajszą datę. :)


Udając się powoli do miejsca, w którym umówione byłyśmy z tatą, zahaczyłyśmy jeszcze o słynne podobno ostatnimi czasy Belgijskie Frytki (ul. Złota 3). Towarzyszyła nam Gosia. Wszystkie trzy zdecydowałyśmy się na te klasyczne. Według mnie były smaczne, a nasza porcja (XXL, 12 zł) naprawdę olbrzymia.

W oczekiwaniu na frytki :)